sobota, 14 maja 2016

Staruszek i ja :)




Witajcie kochani.
Ostatnio pisałam wam o wielu planach jakie mam zamiar zrealizować w tym sezonie wiosenno- letnim. Na czele tej listy  była zmiana koloru tapicerki narożnika z salonu, niestety w tej kwestii jeszcze niczego nie zrobiłam- na razie jestem na etapie poszukiwania odpowiedniej tkaniny, ale ciężko i długo mi idzie, bo albo koloru odpowiedniego nie ma, albo tkanina mi nie odpowiada. Na razie zamawiam próbki tkanin z różnych źródeł i szukam tej jedynej właściwej :))) 
Do tematu kanapy jeszcze wrócę, bo chyba będę potrzebowała waszej opinii co do koloru :)

Póki co, aby nie próżnować, zajęłam się innym pokojem- naszym tzw. pokojem letnim :) 
Mowa oczywiście o naszej pergoli:) Tak to miejsce wyglądało w zeszłym roku...


Nie byłabym sobą, gdybym nie miała ochoty na zmiany:) Nie będą jakieś wielkie, ale dla mnie istotne.
Od wiosny do jesieni spędzamy tu mnóstwo czasu- właściwie to nasze życie rodzinne i towarzyskie przenosi się do ogrodu, do tej właśnie pergoli. Zdarzało mi się w tym miejscu również gotować obiad  na przenośnej kuchence :) Bardzo niewygodne było bieganie do domu po każdą filiżankę czy talerzyk. Potrzebowałam w tym miejscu jakiegoś, mebelka w którym pomieściłabym wszystkie potrzebne naczynia, czajnik, herbatę :)) 
Wymarzyłam sobie kredens, stary kredens, ale nie byle jaki, tylko jeden konkretny :) 
Kredens mojego dziadka :)))


Kredens ten był własnością mojego dziadka, a prawdopodobnie przedtem jeszcze pradziadka. Według obliczeń mojego taty, może on mieć nawet ze sto lat.

Ma idealne rozmiary i kształt. Przez 50 lat stał u moich rodziców w pomieszczeniu gospodarczym, a właściwie w warsztacie i służył do przechowywania wszystkich męskich zabawek. Przez wszystkie te lata, bardzo podniszczał, częstowały się nim korniki, kołatki i co tam jeszcze w drewnie żyje. Był bardzo brudny, niemało było na nim śladów różnych smarów i olejów :(
 Zawsze mnie ten kredens fascynował, najbardziej jego nietypowy kolor i piękne witrażowe szybki.

A tak wyglądają po wstępnym umyciu pięćdziesięcioletniego brudu :)


I przed :)))



Bardzo się ucieszyłam, kiedy wreszcie mogłam zabrać go do siebie.
Prace przy nim trwają  długo, ponieważ mało mam teraz wolnego czasu.




 A tak chciałabym już poustawiać w nim kubeczki i talerzyki i filiżanki i co tam jeszcze....

Cały mozolny proces renowacji takiego starego mebla opiszę jeszcze w innym poście.
Mam nadzieje niedługo skończyć i pochwalić się wam efektem. Oby tylko efekt był taki jak sobie wyobrażam :)))

Buziaki dla was




8 komentarzy:

  1. Staruszek jest całkiem do rzeczy:-) Już mi się podoba a takiej letniej werandy to szczerze zazdroszczę:-) Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale trafiła Ci się perełka, te witrażowe szybki i okucia... wspaniałości. Jak znam Twoje możliwości to zrobisz z kredensu cudo. Czekam na efekt końcowy. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Strasznie dużo z nim pracy :)

      Usuń
  3. Wow! Już czekam na efekty końcowe, widać, że to mebel z duszą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest wprost fantastyczny.Ja właśnie odnawiam podobny.Jestem już na etapie malowania.Szyby bedę wymieniac na przeźroczyste bo oryginalne były zielone.Jestem bardzo ciekawa efektu końcowego Twojego staruszka.Będę obserwować, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to jestem ciekawa twojego staruszka :) Buziaki

      Usuń